Grabieżca i rozbójnik, chwat nad chwaty. Uwielbiał peruki, obcisłe spodnie długości tuż za kolano, białe płócienne koszule, aksamitne płaszcze i... kobiety. Zmieniał je tak często, jak rękawiczki. One mdlały i więdły z miłości do niego, kochały go i nienawidziły. Pewnego razu Marko posiadł żonę hrabiego Don Carlone, człowieka przed którym drżał niejeden śmiałek. Pojedyncze spotkania przerodziły się w gorący romans, a Don Carlone niczego nie domyślał się. Zapewne nie dowiedziałby się o tym nikczemnym występku nigdy, gdyby nie... no właśnie, gdyby nie znak, który Marco zwykł zostawiać na poduszce. Był to aksamitny, drobniutki łupież, który zwykł opadać w trakcie miłosnych uniesień. Don Carlone od lat nie nosił włosów, a skóra żony była czysta jak łza. Hrabia domyślił się, że ktoś inny zajmuje miejsce w jego łożu i zlecił schwytanie tego nikczemnika. Któregoś ranka, gdy Don Carlone wyjechał na polowanie, strażnicy przyłapali kochanków. Hrabina została przy boku męża, a słuch po Marco zaginął. Co odważniejsi opowiadali, że przepłynął na inny kontynent i bywa częstym gościem w domu cesarza i cesarzowej.